INTERWENCJA: „DO KOTA”

W naszej służbie zdarzają się niecodzienne i nietypowe interwencje związane ze zwierzętami. Jak zresztą niejednokrotnie już pisaliśmy, do każdej dyspozycji wyjazdu i każdej interwencji tego typu podchodzimy na poważnie i tak ją wykonujemy. Co innego jak ją po wszystkim wspominamy i opisujemy. Ale czy wszystko a zwłaszcza to, co się szczęśliwie kończy musi być opisywane w poważnym tonie?

Bohaterem naszej dzisiejszej interwencji było pewne futrzaste stworzenie, które według informacji uzyskanej od zaniepokojonej właścicielki, w niedzielę weszło na drzewo i konsekwentnie, już trzeci dzień, pomimo mroźnych nocy i dni „odmawiało” zejścia z niego. 
Do zdarzenia w Łowczowie zostaliśmy zadysponowani o godzinie 11:44 we środę 23. stycznia. Zgodnie z dyspozycją dyżurnego SKKM, na miejsce wyjechał zastęp samochodem GBA (Star). Po dotarciu do Łowczowa okazało się, że owo stworzenie marki: kot, model (typ): domowy 😉 faktycznie siedzi na świerku i żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazują aby chciało z niego zejść. Ponieważ zwierzak nie siedział zbyt wysoko, spróbowaliśmy podjąć go z poziomu ziemi. Niestety pierwsza próba, druga zresztą też, okazały się na tyle nieskuteczne, że wystraszony kot rozpoczął wędrówkę ku czubkowi świerka, którą zakończył na wysokości ok. 7-8 metrów. Dodatkowo kot przyjął postawę wysoce nieelegancką, tj. wystawiając w kierunku strażaka część ciała zakończoną … ogonem 😉 Jak się okazało tak przyjęta przez futrzaka poza, która z jednej strony mało towarzyska z drugiej zapobiegała konieczności stawania twarzą w twarz z bestią (lub jak kto woli strażakiem 😉 ), ostatecznie bardzo ułatwiła nam najpierw złapanie a następnie bezpieczne przekazanie wystraszonego kociaka właścicielce.

Niemal dokładnie rok temu (5.02.2018 r.) podobne tego typu zdarzenie (opis w tym linku: „DO TRZECH RAZY SZTUKA …” ) zakończyło się poważniejszymi konsekwencjami tj. serią zastrzyków przeciwko tężcowi oraz drugim zestawem zastrzyków, tym razem na oddziale obserwacyjno-zakaźnym szpitala w Dąbrowie Tarnowkiej. I to nie były zastrzyki, które zaaplikowano kotu … 😉 Jak widać nauka nie poszła w las, a i kociak w Łowczowie był bardziej chętny do współpracy niż ten ubiegłoroczny, dzięki temu bez uszczerbku na zdrowiu zarówno zwierzaka jak i strażaka, nasza dzisiejsza interwencja zakończyła się szczęśliwie a my, po niespełna 30 minutach, wróciliśmy do bazy.     




Comments are Closed